Lodowce Nowej Zelandii

Globalne ocieplenie, topnienie lodowców, wyższy poziom oceanów, ekstremalne temperatury, uchodźcy klimatyczni. Chyba ta informacja dotarła już do każdego?

Ze wszystkich stron jesteśmy atakowani. Zarówno przez jedną stronę mówiącą, że za 50-100 lat miliony ludzi stracą swoje domy, a oceany zagarną znaczące połacie globu. A wszystkiemu jest winny człowiek i jego węgiel, marnowanie żywności, samochody, lodówki itd. Drudzy mówią, że obecny wzrost temperatury to naturalny kolejny etap życia naszej planety, globalne ocieplenie wynikające z działalność człowieka to bzdura, tak naprawdę chodzi o lobbowanie „zielonej energii” przez już rozwinięte kraje. Jeszcze inni mówią, że wkrótce nadejdzie kolejna epoka lodowcowa…

I kto ma rację?

Pewnie każdy po trochu. Obecne internetowe czasy, to tylko ułamek ułamka z ułamków cyklu życia Ziemi. Już chyba wszystko przerabialiśmy: epoki lodowcowe przeplatane okresami ekstremalnego gorąca, katastrofy naturalne, uderzenia asteroid, okresy sprzyjające rozwoju itd. Wróćmy na ziemię. Jedno jest pewne.

Nowozelandzkie lodowce topią się w zatrważającym tempie!

Światowe topnienie lodowców. Wielka czerwona kropka po prawej to Nowa Zelandia!

Nowa Zelandia kojarzy nam się dosyć tropikalnie. Dla wielu może to być taka mniejsza Australia. Nic bardziej mylnego. Nie ma tam pustyń, nie mówiąc już o groźnych pająkach czy krokodylach. Większość ssaków to zwierzęta hodowlane przywiezione przez białych, a narodowy symbol NZ – ptak kiwi nie potrafi latać. Są zielone lasy, pada dużo deszczu, nie ma ekstremalnych różnic temperatur, ani nie jest bardzo gorąco. Są wulkany, gorące źródła i lodowce…

Zatrzymajmy się przy tych ostatnich. Najbardziej znanym jest Lodowiec Franz Josef na Zachodnim Wybrzeżu Wyspy Południowej. Jest (raczej był) jednym z kilku lodowców na świecie, który stykał się z zielonym lasem! Na dodatek tropikalnym lasem i schodził na wysokość poniżej 300m n.p.m. Tak było jeszcze kilkanaście lat temu. Od kilku lat każdego roku traci setki metrów swojego zasięgu i grubości pokrywy lodowej. Turystyczny punkt widokowy, z którego kiedyś można było go wręcz dotknąć pozostał na swoim miejscu, a głodni widoku lodu turyści zastanawiają się o co tu chodzi. Czemu nie możemy pójść dalej? – Na zdjęciach wyglądało to całkowicie inaczej. Tu w grę nie wchodzą dekady czy wieki, zmiany mają miejsce z miesiąca na miesiąc.

Serce lodowców Nowej Zelandii leży w okolicy Góry Cooka, po wschodniej stronie Alp Południowych.

Na każdym kroku widzimy i słyszymy potęgę lodu. W nocy oprócz wiatru budzi nas echo spadających lodowych lawin. Puste doliny, wodospady topiącego się lodu, wezbrane potoki pełne lodowatej charakterystycznej mętnej wody i jeziora, które powstały dopiero w latach 70. Od tamtej pory nastąpił kolosalny regres w zasięgu lodowców, prosta fizyka – kilometry stopionego lodu zamieniły się w kilometry jezior. Cały proces jest bardzo jednostronny. Ciężko sobie wyobrazić odwrotne tendencje. Niby jesteśmy w ciepłym kraju, świeci mocne słonce, a naszym oczom ukazują się góry lodowe…

Wszystkie te widoki wywarły na nas przeszywające doświadczenie zmian jakie zachodzą na naszych oczach. Coś co z ludzkiej perspektywy było wieczne, nagle przestaje istnieć i zwyczajnie spływa do oceanu. Koniec i już. Nie ma.

Odbudowa tej części natury zajmie setki, może tysiące lat albo nigdy nie nastąpi. Chociaż często się mówi, że natura rządzi się swoimi prawami i tak widocznie miało być. My jesteśmy tacy malutcy w porównaniu do setek, tysięcy, milionów lat kształtujących naszą rzeczywistość. Czy mamy na nią jakiś wpływ?

Jakiś zawsze mamy, tylko musimy odnaleźć te nasze drobne ziarenko, ten 1% i dać coś od siebie. Zmienić zwyczaje, zachowania i pomyśleć o otaczającym nas świecie. Natura sobie poradzi, my możemy jednak jej pomóc.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnej dawki przygód z Nowej Zelandii?

Polub nas na FB. Bądźmy w kontakcie:)

 

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *